0202122, czyli historia mojego uzależnienia

Miło wspominam czasy, w których żeby połączyć się z Internetem trzeba było do niego zadzwonić. Magiczny numer 0202122, kto z Was go pamięta? 🙂 Wspaniały dźwięk, który wybrzmiewał w słuchawce telefonu podczas wybierania i korzystania z Internetu (nikt nie mógł w tym czasie do nas zadzwonić).

Miałem to niesamowite szczęście, że już od 1998 roku miałem dostęp do Internetu. Jako, że była to droga sprawa to korzystałem z niego tylko w wyjątkowych przypadkach. Słabo pamiętam sieć web z tamtego okresu. Na szczęście jest coś takiego jak web.archive.org, gdzie możecie znaleźć starsze wersje stron. O tu np. onet.pl z 1997 roku. Prawda, że fajny? 😀 Historyczna wersja strony może się nam przydać np. wtedy, gdy strony już nie ma lub zmieniła się od naszej ostatniej wizyty.

Przeglądając kolejne lata na web.archiwe.org można zobaczyć jak bardzo zmienił się Internet. Jak bardzo zmieniliśmy się my – użytkownicy.

W miarę rozwoju technologii i Internetu wzrastała prędkość jaką posiadałem w swoim domu. Najpierw modem 56kbps, później ISDN 128kbps (również wydzwaniany), aż stałem się dzieckiem Neostrady, która dała mi nielimitowany dostęp do Internetu i szalone 256kbps. To był przełomowy moment. Wtedy też zacząłem co raz częściej psuć swój komputer. Nie do końca uradowani rodzice nie zdawali sobie sprawy, jak ważny był to moment w mojej komputerowej edukacji. Po drodze miałem epizod z usługą DSL, ale ostatecznie wróciłem do Neostrady. Jej prędkość stopniowo wzrastała by osiągnąć swoje maksimum kilka lat później.

„Koniec, więcej już się nie da na pana linii wyciągnąć” – brzmiał głos w słuchawce. Moja wiejska sieć nie pozwalała na wyższą prędkość niż 10mbps. To były dla mnie ciężkie chwile, bo niektórzy moi znajomi cieszyli się dużo szybszym Internetem w tamtym czasie. Frustracji dodawały także częste utraty połączenia i niestabilność sieci. Prawdopodobnie głównie z powodów starych linii telekomunikacyjnych pamiętających czasy, gdy na chleb mówiłem beb. 🙂

Powyższe problemy spowodowały, że wreszcie przyszedł czas na prywatnego dostawcę Internetu. Podpisaliśmy umowę i do mojego domu przyfrunął drogą radiową wolniejszy o 2mbps Internet. Był stabilny jak skała i to pomimo radiowej dystrybucji, a parę lat później jego prędkość wzrosła do 15mbps, by u schyłku mojego zamieszkiwania u rodziców powiększyć się do 30mbps. Rok po mojej wyprowadzce rodzice doczekali się światłowodu o prędkości 100mbps, o który walczyłem 4 lata.

W 2015 roku wyprowadziłem się z rodzinnego domu. Jednak wcześniej podczas szukania mieszkania istotne dla mnie było to, czy w domu będzie szybki net. Po sprawdzeniu docelowej lokalizacji stało się jasne, że będę miał wreszcie szybką sieć, 150mbps. Zaraz po tym jak monter podłączył Internet przez następne 20 minut testowałem i sprawdzałem z wypiekami na twarzy jak szybko działa. Niesamowite przeżycia netomana. 🙂 Muszę Wam jeszcze wspomnieć, że w ten czwartek czeka mnie jeszcze jeden krok, podłączenie 600mbps. Jak to piszę to jeszcze nie wierzę, pytanie czy to już kres? Myślę, że nie.

Jak tak teraz czytam to co napisałem to myślę, że faktycznie jestem uzależniony. Nawet nie chcę Was przekonywać, że jest inaczej. 😉 Normalnemu człowiekowi taki szybki Internet nie jest potrzebny. Pomijając, że nie jest on też najtańszy, z drugiej strony kiedyś abonament był dużo droższy niż teraz. W każdym razie do normalnych ludzi w tej kwestii nigdy nie należałem.

Do czego mi się przydaje tak szybki Internet?

Praca, filmy 4K, szybsze wrzucanie treści i ich pobieranie. W sumie w tym wszystkim najważniejszy jest właśnie czas. Naprawiając komputery co chwila potrzebuję aktualne oprogramowanie, aktualizacje itp. Jest to dla mnie ważne, ale zgodzę się, że już 150mbps było w zupełności wystarczające. Dlaczego zatem nie zostałem przy tej prędkości tylko poszedłem w 600mbps? Mój przyjaciel śmieje się ze mnie, że odbijam sobie trudne lata posiadania Internetu o wiejskiej charakterystyce. Może ma racje… 😉 Z drugiej strony, gdy jest możliwość to jako uzależniony od szybkiego Internetu netoman po prostu musiałem to zrobić. 🙂 Czas udać się do psychologa.

GG

P.S.

Dziś odbyło się kolejne spotkanie w sprawie ubezpieczenia na życie. Muszę przyznać, że zaczynam co raz bardziej czuć temat. Jeszcze tylko kilka tygodni i może uda się podjąć jakąś sensowną decyzję. 

Zostaw komentarz